środa, 13 marca 2013

Rozdział 13.


- Wiesz co, sama nie wiem. Nie ogarniam siebie, nie ogarniam innych, nie ogarniam już nic. A wy tym pocałunkiem nic nie pomogliście! – zaczęłam się żalić. Przyjaciółka spojrzała na mnie z ciekawością. – No bo.. dobrze wiesz, że od zawsze.. no prawie.. od czasów, gdy Robert przeszedł do Lecha, podobał mi się.
- Podobał ci się? Szalejesz za nim dziewczyno! – wtrąciła przyjaciółka.
- Zwał jak zwał. Po jego pierwszym meczu Lecha, gdzie pierwszy raz go zobaczyłam, widziałam w nim utalentowanego piłkarza, ale i też niezłe ciacho! Gromadziłam informacje o nim.. a zresztą, to już wiesz. – machnęłam ręką z uśmiechem. – I teraz nie jestem pewna co do..
- Nie jesteś pewna co do swoich uczuć? Nie kochasz go?
- Nie przerywaj, głupolu. Właśnie chodzi o to, że bardzo go kocham.. znaczy jestem w nim zauroczona, bo chyba za wcześnie mówić o jakimś wielkim kochaniu.. i teraz, kiedy poznałam go i przekonałam się o tym, jaki jest.. chociaż wiedziałam to już wcześniej, teraz tylko potwierdziłam te swoje hipotezy.. no i bardzo chcę z nim być. – mówiłam nieschludnie, ciągle łapiąc oddech. - Czuję, że on jest tym, z którym byłabym szczęśliwa i mogłabym założyć rodzinę. Ale nie jestem pewna co do tego, czy wiesz.. czy mu się podobam i czy on czuje to samo. No bo.. czym wyróżniam się od tych pięknych modelek i innych lasek, które się obok niego kręcą? Wyróżniam się tylko tym, że nie jestem taka śliczna jak one..
- Przestań! Nie mogę już tego słuchać. Widziałaś się w ogóle w lustrze? Jeśli nie, a po tym co wygadujesz tak właśnie myślę, to mam już prezent na twoją dwudziestkę. – powiedziała. - Jesteś śliczną, mądrą dziewczyną, która zna się lepiej na piłce od niejednego chłopaka. – pogłaskała mnie po ramieniu. – Znam też trochę Roberta, bo rozmawiałam z nim jak spałaś dzisiaj i wiem, że on właśnie szuka dziewczyny takiej jak ty, a nie jak te puste modeleczki, nie obrażając tych mądrzejszych, oczywiście. Chce mieć naturalną, mądrą i śliczną dziewczynę, która dzieli jego pasje i  ty jesteś właśnie taką! – wskazała na mnie palcem. – W dalsze dyskusje z tobą nie wchodzę, bo wiem, że mam rację, i mi tu nie pyskuj! – powiedziała widząc moją minę i to, że chciałam już coś wtrącić. Zaśmiała się. – Uwierz mi, wiem co mówię.
- Dziękuję, kochana. Potrzebowałam takiego kopa od ciebie. – przytuliłam ją mocno. – Nawet nie wiesz, jak bardzo mi tego brakowało. Kocham cię, głupku. – wyszeptałam jej.
- Ja ciebie bardziej, i ty jesteś większym głupkiem, nie widząc tego, jak Lewandowski za tobą szaleje. – na te słowa zachichotałyśmy. – Idziemy do nich?
- Jasne, ale mam jeszcze jedną wątpliwość. I tu też wiąże się to z prośbą do ciebie, bo jesteś blisko z Przemkiem, a on jest blisko z Lewym. Bo kiedy Przemek powiedział, że ma tą 17 – letnią siostrę, to Robert powiedział, że dobra dupa z niej, ale wiek nie pozwala mu na to, żeby się za nią brać. I to dziwnie brzmi, no ale cóż..  My mamy jak na razie 19 lat i co ja mam teraz o tym myśleć? Jestem niewiele starsza od Kasi.. on chyba nie wie ile ja mam lat. Chociaż gadałam coś o studiach, a raczej o planach.. Ale może nie zwrócił na to uwagi? Może myśli, że jestem starsza niż na prawdę, albo coś?
- Proszę cię. A jaka jest różnica między mną a Przemkiem? Jeszcze większa niż u was. Ale miłość lat nie liczy, czy jest różnica 2 lat, 5 czy 10…. Ważne jest to, że się kochacie. – uśmiechnęła się. – Boże, gadam jak Szekspir. – zaśmiałyśmy się.
- To co, ważne, że dodajesz mi otuchy, czy głupimi tekstami, czy Szekspirem. – uśmiechnęłam się do niej. – Aha, i jak mam się teraz zachowywać, mój specu? Bo po tym pocałunku..
- Ten pocałunek, niczego nie zmienia. Zachowuj się normalnie, jakby go nie było. Bo jak będziesz się peszyć, to on nie będzie wiedział jak z tobą rozmawiać i się wszystko spieprzy.. Czekaj na jego krok, zobaczymy co on powie. Może wtedy właśnie upewnisz się, co do jego uczuć. – spojrzała na mnie. – Ej, zawsze ty dajesz mi rady, co jest pani psycholog?
- Nawet psychologowie potrzebują czasem rad. Ja jestem tylko człowiekiem, też tego potrzebuję. – uśmiechnęłam się. – I poza tym, to ty zawsze się zakochiwałaś i traciłaś rozum. Teraz jest odwrotnie, dawaj coś od siebie, misiak! – zaśmiałam się. Ruszyłyśmy złapane za ręce w stronę piłkarzy.
- Wygadane? – spytał z uśmiechem Przemek.
- Jak nigdy. – odparłam, śmiejąc się. Ness puściła moją rękę i usiadła na kolanach u swojego chłopaka. Okej, niezręcznie. Mimiką twarzy pokazała, ze mam iść do Lewego, który emocjonująco rozmawiał z Piszczkiem. Usiadłam na oparciu  fotela, nie chcąc przerywać ich rozmowy.
- Boże, z kim ja się zadaję.. – złapał się za głowę Robert i zaśmiał się. Zauważył moją obecność. – O już?
- No mógłbyś się wysilić na „ w końcu” – uderzyłam go w głowę i zaśmiałam się. – Suń się – bezceremonialnie wcisnęłam się w fotel. Lewy tylko spojrzał na mnie z miną mówiącą: serio?
- No to inaczej... Wygadałaś się? – spytał po chwili.
- No powiedzmy. – uśmiechnęłam się. Od głośnej muzyki, która niewiadomo kiedy się pojawiła i głośnych rozmów i krzyków bolała mnie już głowa. Lewandowski od razu zauważył, że coś jest nie tak. Spojrzał na mnie pytająco. – Po prostu boli mnie już głowa. – odpowiedziałam marszcząc czoło. – I do tego, chłopacy na bank się upiją i znowu będą zgony. – przewróciłam oczami.
- Wiesz co, mnie też już łeb pęka. Może się urwiemy? – spytał patrząc na mnie. O tym marzyłam. Byleby tylko wyjść z tego hałasu..
- Byłoby cudownie. – odpowiedziałam. Wstaliśmy z fotela i nie robiąc jakiegoś pożegnania po prostu wyszliśmy z lokalu. Napisałam tylko wiadomość do Van, żeby się nie martwiła. Jak się zorientuje, ze mnie nie ma, to odczyta smsa na bank. – Jejku, jak gorąco. – powiedziałam ruszając bluzką.
- Strasznie. Jest 22, a tak gorąco, że w lipcu w południe tak nie ma.. A raczej duszno. Jutro pewnie będzie padać..
- O nie.. nie lubię deszczu.. – powiedziałam smutno.
- Ale tego nie unikniemy. Na stówę jutro będzie pełno wody.. Mam nadzieję, że zamkną dach na Narodowym.. – uśmiechnął się i  spojrzał w górę. Zrobiłam to samo.
- Ej mam pomysł!
- Mam się bać?
- Zależy. – zaśmiałam się. – Skoro jest tak duszno, to może pójdziemy na basen, hm? – spojrzałam na niego, zadowolona ze swojego pomysłu.
- Jaki znowu basen? – spojrzał na mnie jak na głupią. Jemu chyba brakuje tlenu w tej czuprynie.
- Przecież przed hotelem, a raczej za nim jest basen. Z tego co mi Wojtek mówił, to z niego mogą korzystać wszyscy i zawsze, więc nie będzie z tym problemu. To jak? – byłam lekko zniecierpliwiona tym, że niczego nie rozumie. Po chwili uśmiechnął się szeroko z miną „Aha! O to ci chodzi!”
- Powiem ci, że główka to ci pracuje. – uśmiechnął się, pukając palcem w moje czoło. – To chodźmy już. – uśmiechnął się.
- Jasne. – odpowiedziałam. Nie wiem co mnie naszło z tym basenem, ale w końcu wakacje mam. Nie myśleć o tym, co pomyślą inni – motto na dziś. Po ok. 15 minutach spacerku byliśmy przed hotelem.
- Ciekawe, czy teraz będzie otwarte. – nabijał się Lewy.
- Zamknij się. – powiedziałam, ale i tak się zaśmiałam. Na szczęście drzwi były otwarte i weszliśmy prędko wchodząc po schodach na trzecie piętro. Tak właśnie – wchodzić po schodach. Mieliśmy takie szczęście ( sarkazm),  że akurat  winda się zacięła i ją naprawiali. Lekko zdyszani wpadliśmy do pokoju.
- A tak w ogóle, to masz kartę do pokoju? – zapytał Lewy.
- Nie, Van ma. Ale za to ja mam klucze, które schowałam na czarną godzinę. – uśmiechnęłam się. Spojrzałam na niego, bo dostał smsa, i wyraźnie się czymś zmartwił. – Ej, co jest? – usiadłam obok niego.
- Nie, nic. Małe problemy z ex. – odpowiedział.
- Chcesz pogadać? – spojrzałam na niego. On nie odpowiedział od razu. Walczył z decyzją.
- Wiesz, nie powiedziałem tego nawet Wojtkowi.. Miałem zadzwonić do Goetzego, ale on jest pewnie zajęty. – spojrzał na mnie, a ja czekałam, aż powie mi co się dzieje. – To jest trochę głupie..
- Nie ma głupich problemów – zacytowałam go. – Mów. – dodałam zachęcająco.
- No bo chodzi o to, że od dwóch dni, od tego incydentu na bankiecie to wysyła mi cały czas smsy. Bo na tą imprezę przyszła, żeby powiedzieć mi, że jest.. że jest w ciąży. I że to moje dziecko. – pokręcił głową. – I ja jej chyba nie wierzę. To nie jest możliwe. Ostatni raz uprawialiśmy seks, kilka miesięcy temu i nie pasuje mi, że to ja mogę być ojcem. Nie znam się na tym, ale myślę, że byłoby już coś widać.. jak myślisz?
Po krótkiej rozmowie i pytaniach mogłam opowiedzieć mu swoją diagnozę. Odparłam uśmiechnięta:
– Nie ma możliwości, żeby ona była teraz z tobą w ciąży. Powiedzmy, że uprawialiście ten seks te 4 miesiące temu. Nie dość, że ona brała tabletki, to jeszcze było to z zabezpieczeniem. A jeśli zdarzyło wam się bez zabezpieczenia, no to tez nie masz się czego martwić, bo.. była by już w 7, 8 miesiącu, a to byłoby widać, i to mocno! – powiedziałam szczerze. On uśmiechnął się. Chyba mu ulżyło. I mimo, ze to nie moja sprawa to ja też oddychałam już spokojniej.
- Myślisz?
- Nie tylko, ja to wiem! – widać było, że kamień spadł mu z serca.
- Dziękuję. – odparł z uśmiechem. -  Dziwne, ale nie żałuję wcale, że się tobie zwierzam. Dodatkowo mam fachową opinię i wiem czego mam się trzymać. I muszę z nią poważnie porozmawiać.. Tylko nie bardzo wiem jak.. Będziesz musiała mi chyba podpowiedzieć. – zaśmiał się. – Ale to kiedy indziej. Naprawdę powinnaś być psychologiem. A już zwłaszcza sportowym. Piłkarzom już poprawi się nastrój kiedy cię zobaczą, a jak już powiesz, że liczysz na wygraną, to już będą latać jak te motorki. – zaśmialiśmy się głośno.
- Dobra, to skoro już załatwione jest z tobą, to ja pójdę już może się przebrać w strój. – powiedziałam z uśmiechem. – Zaraz będę. Jeśli będzie się to przedłużało to po prostu idź, a ja do ciebie dojdę. – dodałam i poszłam do pokoju. Chwilkę zastanawiałam się, jak się tam ubrać. Sukienka? Nie. Dresy? Też nie. Postawiłam na zwykłość i naturalność. Nałożyłam na siebie strój kąpielowy i  ciuchy,  wyszłam do Roberta. Kiedy byłam sama w pokoju miałam okazję przemyśleć kilka rzeczy. I tak na prawdę to nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. To co się teraz tutaj dzieje jest za piękne, żeby było prawdziwe.. Może to sen, a ja za chwilę mam się obudzić? 
_______________________
Czekam na wasze komentarze :) 

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 12.


- Głównym zainteresowaniem jest piłka nożna oczywiście, ale prócz tego jest motoryzacja i gotowanie. – spojrzał na mnie. – Łoo, jesteś pierwszą, która nie wybuchnęła śmiechem na to.
- Na co? Że lubisz gotować? Proszę cię, to fajnie, że umiesz i lubisz to robić. – uśmiechnęłam się do niego. – Dobrze, jak facet umie gotować. – puściłam oczko do Van.
- No i mam młodszą siostrę Kasię.. Bramkarzem zostałem.. w sumie to nie wiem. Zawsze ciągnęło mnie do piłki. Tak jak inni chłopacy zaczynałem na placu przed domem, gdzie trzepak, lub odległość między dwoma drzewami były bramką. Byłem wysoki, więc chłopaki odsyłali mnie na budę. Nie miałem nic przeciwko, bo lubiłem to i chyba nawet nieźle mi to wychodziło. Kiedyś tam kiedy rozgrywaliśmy nasz mecz, obserwowali nas jacyś panowie. Nie, nie byli oni pedofilami. – zaśmiał się. – Nie zwracaliśmy na nich uwagi, nie wiedzieliśmy nawet co to jest pedofil, więc wiesz. – uśmiechnął się znowu. – No i okazało się, że jeden z nich, był trenerem pobliskiego małego klubu piłkarskiego dla dzieci do 10 lat. I akurat szukali bramkarza. No i tak się zaczęło. – zakończył swoją opowieść.
- No to fajnie. – uśmiechnęłam się. – A ile lat ma Kasia?
- 17. – odpowiedział bramkarz z uśmiechem.
- No, dobra dupa z niej. Już bym się za nią brał, ale wiek nie pozwala.. – zaśmiał się Robert. Wtedy zadzwonił telefon do niego.  Co on ma z tym wiekiem? Ja mam nawet nieskończone 20, więc powiedzmy, że 19. Czy to oznacza, że nigdy nie będziemy razem? Tak naprawdę to sama sobie zaprzeczam. Raz mówię, że chce się z nim tylko przyjaźnić, teraz narzekam, że nie będę z nim, bo on nie chce być z młodszą dziewczyną.. spoko, sama siebie nie ogarniam. Ale teraz mam kolejny problem na głowie. Rozkminić Lewego i dodatkowo siebie. - Przepraszam, ale Wasyl dzwoni. – powiedział i odebrał. Po krótkiej rozmowie rozłączył się. – Słuchajcie, oni czekają już na nas w tej nowej knajpce, niedaleko. Idziemy do nich, czy nie macie ochoty? – zapytał z uśmiechem Robert.
- Chodźmy, chodźmy. Ja ich muszę popilnować, bo znając życie znowu się uchleją, a już jutro treningu im nie przełożę. – powiedziałam śmiejąc się. I zgodnie z umową ruszyliśmy w stronę knajpki. Kilka fanek podeszło do piłkarzy i poprosiło o autograf i zdjęcie. Oczywiście nie obyło się bez fotoreporterów. Już widziałam na pudelku te plotki, że niby jestem z Lewym. Podzieliłam się złymi przeczuciami z Robertem.
- Niczym się nie przejmuj, to jest nieuniknione. Tym bardziej, że dodałem te zdjęcia. Ale jest beka – zaśmiał się i objął mnie ramieniem. – Musisz nauczyć się nie przejmować się tym, kto i co sobie o tobie pomyśli. Ja czasem czytając te wszystkie rzeczy na swój temat to łapię się za głowę, ale potem zapominam o tym i się nie przejmuję. Ty też powinnaś. – uśmiechnął się do mnie, dodając mi otuchy przytuleniem. Oczywiście w tym momencie to już paparazzi oszaleli, i słyszeliśmy tylko dźwięki robionych zdjęć. Wzięłam wdech i uśmiechnęłam się. Postanowiłam wziąć do serca to co powiedział doświadczony już w tym Lewandowski. Odprowadzeni przez błyski fleszów weszliśmy do knajpki. Na prośbę Marcina barmanka zasłoniła wszystkie okna, żeby zapewnić nam trochę prywatności.
- O Jezu, przyleźliście i już za wami! – stękał Wojtek.
- Masz jakiś problem? To nie ich wina. – podskoczył Kuba, udając jakiegoś dresa. Wszyscy zaśmiali się, a my usiedliśmy przy złączonych 2 stolikach i fotelach.
- I jak podoba się wam tutaj? – zapytał Łukasz.
- Jest okej. Zanim jeszcze zapamiętam te wszystkie sklepy i dróżki, to miną z jakieś 2, 3 dni, ale jest dobrze! – zaśmiałam się, mrużąc oczy. Robert zamówił dla nas dwie cole z lodem, a Van zachciało się piwa.
- Boże, jesteś w ciąży, że masz takie zachcianki? – zapytałam, śmiejąc się.
- Nie wiem, no ale mi się zachciało, to zamawiam.  Proste nie? – spojrzała na mnie z miną, jakby było to coś oczywistego. No w sumie jest..
- Ty, ja chce być chrzestnym! – podniósł rękę Lewy. – Proszę o pozytywne rozważenie mojej prośby. – dodał uradowany spoglądając na Przemka. Ten tylko kręcił głową uśmiechając się szeroko.
- Dobra, jak coś będzie na rzeczy, to nie zapomnimy o tobie. – uśmiechnęła się przyjaciółka. - I z Wiką będziecie pasować.. może w końcu się spikniecie.. – przewróciła oczami. Ja tylko uderzyłam ją w głowę.
- Przestań! – syknęłam.
- No co? Ciągnie was do siebie, jak nie wiem co, a się bronicie przed tym, jak anorektyczka przed jedzeniem.
- Świetne porównanie. – zaśmiał się Wojtek. – Ale jako przyjaciel Lewego, muszę poprzeć Vanessę.  
- Może przestaniecie w końcu? – spytał lekko zdenerwowany Robert. On też nie był zadowolony, gdy ktoś o nas gada.  
- Jak mamy przestać, kiedy wy zaprzeczacie samym sobie! – odezwał się Wojtek. – Nie wiem, jak ty Vanessa, ale ja to mam na nich focha. Odezwę się do was dopiero wtedy, wtedy gdy… - nie mógł tutaj nic chyba wymyśleć.
- Gdy się pocałujecie! – dokończyła Van, a Wojtek klasnął z uznaniem.
- No, to tworzymy team, nie? – zaśmiał się Wojtek i przybił żółwika z Ness.
- Jesteście okropni! – powiedziałam i odwróciłam się od nich, a oni się tylko zaśmiali.
- Jak się pocałujecie, to wam się spodoba i wiesz.. to dla twojego dobra, kochanie. – odpowiedziała moja przyjaciółka. – Ale teraz już oficjalnie się do ciebie nie odzywam. – poinformowała mnie.
- Dzięki. – burknęłam. Ona chciała mi coś powiedzieć, ale Szczęsny ją powstrzymał. Upiłam trochę coli i poszłam do Roberta, który rozmawiał właśnie z Wasylem, Kubą i innymi piłkarzami. Usiadłam na brzegu jego fotela, bo wszystkie fotele obok nich były już zajęte, a nie chciałam przez całą salę targać swojego, który miał miejsce obok naszego teamu. Spojrzałam tylko na nich i kiedy się obejrzeli, odwróciłam wzrok. To był szantaż! Kiedy nie pocałuje Roberta, moja przyjaciółka i dobry kolega, nie będą się do mnie rzekomo odzywać, a ja właśnie chciałam sobie poplotkować z przyjaciółką, bo dawno nie miałyśmy na to czasu. Pięknie.
- Co jest? – spytał Lewy patrząc na mnie. On nie słyszał tego ich żądania, bo od razu jak zaczęli o nas gadać, zlał ich i poszedł do Wasyla, który już wcześniej go wołał.
- Nie, nic. Albo tak, jest coś. Coś głupiego. – spuściłam wzrok. – Może ty z nimi pogadasz..
- Dalej, słucham. Nikt nas nie podsłuchuje, bo mają swoje zajęcia, więc spokojnie możesz mówić. – odparł z uśmiechem. Ja zjechałam bliżej, tak, że siedziałam na jego kolanach. U nas to było normą, ale u innych, którzy nie wiedzieli o naszej sytuacji, np. taki fotoreporter, a potem już cały Internet, pomyśleliby, że jesteśmy razem. Ale nas to nie obchodziło, chociaż początkowo było inaczej.
- No bo, chodzi o Vanessę i Wojtka. – na te słowa Lewy tylko przewrócił oczami.
- Co znowu wymyślili?
- Bo jak wiesz, chcą nas spiknąć. No i wymyślili, że nie będą się do nas, zwłaszcza do mnie odzywać, póki.. póki…
- Póki co?
- Póki się nie pocałujemy. I ja o nic cię nie proszę, tylko tak chciałam ci powiedzieć, bo może ty byś z nimi pogadał. – spieszyłam z wyjaśnieniami. - Bo ostatnio nie miałam czasu pogadać tak wiesz.. poplotkować bardziej z Vanessą i trochę mi tego brakuje. I chciałam wykorzystać tą sytuację, że mamy trochę czasu tutaj i z nią po porostu pogadać. – powiedziałam.
- Rozumiem. Dobra, pójdę i z nimi pogadam. Ale nic nie obiecuję, bo oni są uparci. – uśmiechnął się Robert i delikatnie zsunął mnie ze swoich kolan i poszedł do upartego teamu. Po chwili rozmów, Lewy odszedł od nich. Po minie widziałam, że to nic nie dało. Można było się tego domyślić. Kiedy siadał, pokręcił tylko z głową.
- Nic z tego. Nawet nie dopuścili mnie do głosu. – powiedział i zaśmiał się cicho.
- Ej, to nie jest śmieszne. Jak naprawdę do końca nie będą się odzywać to co wtedy zrobimy?
- To co każą. No chyba, że nie chcesz z nią gadać. – spojrzał na mnie.
- Mamy się całować?! – uderzyłam go w klatkę piersiową i zaczęliśmy się śmiać.
- Wiesz co? Dla mnie to i nawet na rękę. – zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
- A co z tą twoją piękną?
- Yy.. chyba się nie pogniewa. – uśmiechnął się i spojrzał na mnie. Wtedy podeszli do nas Wojtek i Vanessa. Zlałam ich.
- Mamy ugodę. Znaczy musicie to zrobić i proponujemy zrobić to teraz. Bo po pierwsze nikt nie patrzy, a po drugie.. – nie dokończył Wojtek.
- A po drugie, cholernie chce mi się z tobą pogadać! – dokończyła Van i spojrzała na nas błagalnym wzrokiem. – No dalej, proszę. – złożyła ręce. Spojrzeliśmy na siebie z Lewym. Kiwnęłam głową, a on złożył delikatny pocałunek na moich ustach Dla mnie mogłoby to trwać dłużej… Boże, muszę nad sobą panować!
- BRAWO!!!!!!!!!!!!! – wydarli się i zaczęli bić głośno brawa. Wszyscy się spojrzeli i wiedzieli, co się zdarzyło. Ktoś nawet zaczął gwizdać. Z Robertem spojrzeliśmy na siebie i zaśmialiśmy się. Zeszłam z jego kolan i pociągnęłam przyjaciółkę za sobą. Usiadłyśmy na fotelach na samym końcu w rogu knajpki. Tam nikogo nie było, nie musiałyśmy się martwić, ze ktoś nam przeszkodzi. Kątem oka zerknęłam na Roberta, a on zrobił to samo.
- Boże, jacy wy jesteście słodcy! – powiedziała przyjaciółka patrząc na nas. Wojtek teraz też zaczął gadać coś do Lewego również patrząc na mnie. Byłam pewna, że mówi to samo co Van.
- Okej, dosyć tego namawiania, pogadajmy teraz o tobie. Jak tam było z Przemkiem? – uśmiechnęłam się do niej. Nachyliłyśmy się do siebie.
- Słuchaj, było bosko. To co było z Maćkiem, w ogóle jest niczym w porównaniu do tego! Była taki delikatny i romantyczny.. ojej, super. – uśmiechnęła się. Spojrzała na mnie. – Ale to ty masz ciekawsze opowieści niż ja, kotek. Powiedz mi wreszcie o co chodzi.. jak to jest..?  – przyjaciółka spojrzała na mnie, czekając na wyjaśnienia. 
_____________________________
Nudy, nudy, nudy, ale mam nadzieję, że mnie za nie nie zabijecie. Chociaż przydałoby się jakieś lanie. Ale miałam straszny tydzień w szkole, do tego dochodzi to, że jestem mega przeziębiona i to jeszcze dzisiaj, kiedy mam urodziny ;c No cóż, takie życie.. Miałam nawet zawiesić bloga, bo usłyszałam kilka nie zbyt miłych słów, ale przypomniało mi się, że mam tutaj chyba jeszcze troszkę osób, które lubią tego bloga. Chciałabym Was wszystkich za to wyściskać! ♥ Do następnego :*

środa, 6 marca 2013

Rozdział 11.


- Przepraszam, ale chciałem tylko telefon. – powiedział i mrugnął do mnie. Wziął z szafki nocnej po mojej stronie swoją komórkę.  Nie powiem, że było to takie normalne, bo serce waliło mi jak oszalałe. – Ale masz słodką minę! – zaśmiał się Lewy. – Dobranoc. – dodał i pocałował mnie lekko w policzek, ale to było chyba bliżej ust.. Położył się z powrotem i wyłączył telewizor. Obrócił się na drugi bok. Ja jeszcze zszokowana tym wszystkim zgasiłam lampkę i próbowałam zasnąć..
*
Obudziły mnie szmery i gadania. Otworzyłam oczy.
- O nie! – powiedziałam zaspanym głosem kładąc dłonie na twarz. Usłyszałam śmiechy. – Gdzie Robert? – spytałam chłopaków. Wojtek, Łukasz, Przemek siedzieli na fotelach i łóżku.
- Poszedł ci po śniadanie. Ile bym dała, żeby ktoś mi tak przyniósł śniadanie do łóżka. Mmm, romantycznie z nim masz. – usłyszałam Vanessę.
- Spadaj. – machnęłam ręką i uderzyłam ją w głowę.
- Ej, no! – zaśmiała się. Wtedy na nią spojrzałam. Wstała też niedawno, bo miała na sobie tylko koszulkę od piżamy, podobnie jak ja. Obróciłam się do niej i spytałam bezgłośnie, czy stało się to co planowała. Kiwnęła dyskretnie głową. Uśmiechnęłam się.
- Fajna dupa – do pokoju wszedł Lewy ze śniadaniem i kawą dla mnie. Obróciłam się szybko i przykryłam kołdrą, zapominając, że mam praktycznie tylko majtki, jeśli chodzi o dolne partie ciała. Uśmiechnęłam się do niego ( nie był to szczery uśmiech, jakbym mogła zabijać wzrokiem, dawno można byłoby mu wyprawiać pogrzeb) i podziękowałam. Zaczęłam jeść i upiłam łyk kawy. Van podjadała ode mnie.
- Ej Lewy, skąd masz takie śniadanie? My takie dobrego nie mieliśmy.. – powiedziała z lekkim wyrzutem Ness.
- A no się ma układy! – odparł zadowolony Robert. Uśmiechnęłam się, bo naprawdę było to pyszne. Kiedy zjadłam podziękowałam, a Lewy odebrał ode mnie tace i wysłał Wojtka, żeby oddał ją do kuchni. Poszłam do łazienki i umyłam zęby. Właśnie chciałam ubrać swoje domowe ciuchy, ale Van bezceremonialnie wlazła mi do łazienki. Spojrzałam na nią.
- Co chcesz tutaj? – zapytałam.
- Chcę tutaj ci powiedzieć, iż wyszykuj się trochę, bo idziemy na miasto – zaśmiała się. – Chłopaki chcą pokazać nam Warszawę. Potem o 15 mają trening, który próbowałam odwołać, ale mi nie wyszło.. przecież niektórzy to mają takie zgony, że szok. – wywróciła oczami.
- Może ja spróbuję?
- Właśnie o to chciałam cię poprosić, bo ty zawsze masz taki dobry wpływ. – uśmiechnęła się i wyszła z łazienki. Poszłam za nią szurając nogami.
- Skoro idziemy na miasto, to daj mi kartę do pokoju, bo muszę wziąć bardziej wyjściowe ciuchy. W dresach chyba nie pójdę – zaśmiałam się i wzięłam od niej kartę. Weszłam do pokoju i zastanawiając się przed szafą, wybrałam w końcu rzeczy. Ubrałam się i poszłam do chłopaków i przyjaciółki.
- Ulala, jak pięknie wyglądasz. – powiedział Łukasz z uśmiechem.
- Dziękuję, dziękuję. – odwzajemniłam uśmiech. – Idziemy?
- Ta, tylko trzeba zebrać tamtych imprezowiczów, pożal się Boże. – zaśmiał się Lewy. – Jeszcze tutaj jak się przejdą, to będzie lajt, gorzej na treningu..
- A właśnie trening! – klepnęłam się w czoło. – Gdzie jest Fornalik? – spytałam chłopaków.
- Powinien być 148. – odezwał się Przemek.
- Okej, zaraz będę. – powiedziałam u szybko ruszyłam w stronę 148. Zjechałam windą i zapukałam w drzwi.
- Proszę! – usłyszałam głos jak się domyśliłam Waldemara Fornalika. Wczoraj zamieniłam z nim kilka słów. Niepewnie otworzyłam drzwi i zajrzałam do środka. Trener przeglądał jakieś papiery.
- Dzień dobry – powiedziałam miło, uśmiechając się.
- O cześć Wiktoria? Dobrze zapamiętałem? – spojrzał na mnie Fornalik.
- Tak, tak. Ta od Lewandowskiego. – zaśmiałam się, a trener razem ze mną.
- I jak tam żyją? Słyszałem, że kiepsko niektórzy się trzymają?
- No niestety, głowy i zdrowie nie takie widocznie. – zaśmiałam się po raz kolejny. – Teraz właśnie chłopacy oprowadzą nas po Warszawie. Muszę przyznać, że pierwszy raz jestem w tutaj. – odparłam z uśmiechem. Spojrzałam na niego i zaczęłam temat.. – I tak sobie pomyślałam, że jeżeli i tak chłopacy no wie pan.. nie są w zbyt dobrej kondycji, no to szkoda nerwów i ich, i pana i jakby mógł pan..
- Odwołać dzisiejszy trening? – wspomógł mi trochę, bo nie znałam go za dobrze, nie wiedziałam jak na to zareaguje. Kiwnęłam głową potwierdzająco.
- Wiem, że to trochę nie na miejscu i oni powinni tu pana prosić, ale chyba się boją, albo wstydzą.. Więc pomyślałam, że im pomogę.. Ale jeśli to jest problem, to okej, nie musi pan niczego odwoływać. – biegłam z wyjaśnieniami, uśmiechając się. Chciałam zrobić jak najlepsze wrażenie, pokręcić trochę, żeby coś to pomogło. On tylko oparł się o biurko i spojrzał na mnie radosnym wzrokiem.
- Fakt, gdyby oni przyszli, pewnie nie byłoby żadnej dyskusji.. Ale jeśli ty się pofatygowałaś, tylko po to, żeby ratować nerwy i moje i tych pijaków, no to dobrze, zgadzam się. – poinformował z uśmiechem. – Możesz im powiedzieć, że nie muszą stresować się treningiem.
- Naprawdę? Dziękuję panu bardzo! – podeszłam i spontanicznie uściskałam go. Pomogłam im! Kamień spadł mi z serca.
- Niech cię dobrze oprowadzą po tej Warszawie! – krzyknął na do widzenia, a ja podziękowałam mu tylko i pobiegłam do chłopaków. Otworzyłam drzwi. Kacowicze leżeli na łóżku, nie dając oznak życia. Wzdychając i trzymając się za głowę pili wodę.
- Czy oni na pewno są wstanie wyjść na światło dzienne? – spytałam niepewnie. Patrzyłam ciągle na te „zwłoki”.
- Na dworze będzie dobrze, gorzej z treningiem. – powiedział bardzo cicho Wojtek. Uśmiechnęłam się tylko.
- No, akurat o trening nie macie się co martwić. – odparłam zadowolona.
- Naprawdę? Załatwiłaś im to? – spytał Lewy.
- Nie tylko im, ale wam też, głuptasie. – dodałam śmiejąc się. Chłopaki podeszli do mnie i zaczęli mi dziękować i mnie przytulać. – Ej, bo mnie udusicie! – na to piłkarze odsunęli się ode mnie.
- No to co? Melanżyk? – obudził się Kuba.
- Chyba jak ci się przyśni. – zadrwił Robert i wszyscy wybuchnęli śmiechem z rozczarowanej miny Kuby. – Poczekajcie, zaraz zrobię wam takie coś, co was postawi na nogi.
- O nie, tylko nie to. – Kuba z powrotem rzucił się na łóżko, trzymając się za głowę. On znał to doskonale, bo jak się domyśliłam, często było mu potrzebne. – Ale zrób, zrób. Już nie wytrzymuję..  – na te słowa Robert otworzył drzwi, ale nie wyszedł.
- Kto kurw.. kurde zrobił sobie taki kawał?! – zapytał, a raczej wykrzyczał zdenerwowany Wasyl, który stał przy naszych drzwiach. Udawał złego, bo tak naprawdę chciało mu się śmiać. Z Lewym wymieniliśmy się spojrzeniami.
- Nie wiem, może trzeba było zamknąć okno? – odezwał się Lewy.
- Głupie, bardzo głupie okno.. – powiedziałam i spojrzałam na pamiątkę po tamtej nocy. Na nogach prawie wszystko zniknęło (bynajmniej nie było tego widać), ale siniak został.
- Co wy robiliście przy naszym oknie? – chciał wyjaśnień Marcin.
- Długa historia.. – w tej chwili mimowolnie zaśmiałam się. Lewy też ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
- Może nam ją skrócicie? – spytał ciekawy Łukasz.
- Opowiem wam to, ale jak wyjdziemy już stąd! Chcę zobaczyć Warszawę! – zbuntowałam się trochę. Ile można na nich czekać? Jeszcze zanim Lewy zrobi ten soczek Kubie, to już kompletnie masakra będzie jakaś. Wyjdziemy za jakąś godzinę…
- Robert, mógłbyś już iść po to coś dla Kuby i moglibyśmy już ruszać? – spytała spokojnie moja przyjaciółka. Na to pytanie Lewy kiwnął głową i wyszedł. Piłkarze oczywiście śmiali się i specjalnie krzyczeli Kubie i Wojtkowi do uszu, bo wiedzieli, że dyńki im pękają.
- Zamknijcie się wreszcie! – powiedział Kuba, trzymając się za uszy.
- Trzeba było wczoraj tyle nie chlać! – skwitował to Wasyl. – Ej, ja idę zmyć to z twarzy i pobudzić tamtych pijaków. Skoro nie mamy dzisiaj treningu, to zrobimy tak, że ja ogarnę resztę piłkarzy, w tym Kubę i Wojtka, wy pospacerujecie po Wawie, a potem zadzwonicie po nas, a my dojdziemy do was i pójdziemy gdzieś.. co?
- Marcin, powiem ci, że pierwszy raz słyszę od ciebie coś tak mądrego. – powiedziałam z uznaniem, a wszyscy zaczęli się śmiać. Wtedy wszedł Lewy ze swoim kacowym czary-mary. Opowiedziałam pokrótce plan, który wymyślił Wasilewski.
- Łoo, Wasyl.. zabłysnąłeś – zaśmiał się Robert.
- Ej, to ja może pomogę mu ogarnąć tych.. piłkarzy – dokończył z uśmiechem. – Bo tutaj prócz mnie, Marcina, Lewego i Przemka nie ma nikogo, kto nie miałby kaca i sam mógł się ogarnąć.
- Jasne, jak chcesz. Pewnie we dwójkę pójdzie szybciej. – odpowiedziałam. – To idziemy? – zwróciłam się do Tytonia, Van i Lewandowskiego.
- Oczywiście. – powiedzieli chórem i wyszliśmy z hotelu. Van i Przemek szli ze splecionymi dłońmi, a ja czułam się trochę nieswojo, bo nie bardzo wiedziałam gdzie i obok kogo iść. Zdecydowałam, ze normalnie, jakby nigdy nic pójdę obok Roberta.
- Gdzie chcecie najpierw iść? – spytał Przemek. Ja z Vanessą spojrzałyśmy na siebie.
- Gdziekolwiek. Byle nie było nudno, więc darujmy sobie zwiedzanie muzeów, zamków czy kościołów. – odpowiedziała przyjaciółka z uśmiechem. Chłopaki oprowadzili nas na początku po ulicach, które są blisko nas. Pokazali sklepy, banki, bankomaty i inne potrzebne miejsce. Pokazali nam też, gdzie warto iść na obiad, a gdzie nie. Wszystkie ciekawostki i takie tam. Mijając budkę z lodami, Vanessie zachciało się lodów.
- Proszę, proszę, proszę, kup mi – prosiła Przemka, jak małe dziecko mamę czy tatę. Spojrzeliśmy na siebie z Lewym i uśmiechnęliśmy się.
- Dobra. Ale wiesz, że od lodów rośnie tyłek, mój grubasku? – spytał sięgając portfel, a ona uderzyła go. Potem zaczęli się bić i śmiać.
- Widzę, że prędzej ja kupię te lody. – zaśmiał się Robert patrząc na naszych zakochańców. – Jaki smak? – uniósł brew patrząc na mnie i sięgając kasę z tylnej kieszeni u spodni.
- Czekoladowo-śmietankowy poproszę. – powiedziałam z uśmiechem do sprzedawczyni. Zrealizowała zamówienie i podała mi loda.
- Jaki Vanessie? – spytał mnie.
- Czekoladowy. Pełno czekolady – wywróciłam oczami, a sprzedawczyni zaśmiała się i podała nam po chwili drugiego loda. – A ty?
- A ja pilnuję diety. – zaśmiał się i zapłacił. – Dziękuję bardzo, do widzenia. – zwrócił się do sprzedawczyni. Podeszliśmy do ciągle słodko sprzeczających się Van i Przemka. Dałam jej loda.
- Ooo, czekolada! Jak miło, dziękuję – uśmiechnęła się i zaczęła się zajadać. Usiedliśmy na ławeczce. Oczywiście nie obyło się od akcji z brudzeniem się lodami. skończyło się, że ja musiałam wycierać tylko twarz, ale Van miała mega plamę na bluzce. Ale chyba jakoś się tym nie przejęła, albo nie chciała już psuć nam nerwów swoim ciągłym marudzeniem. Mądrze, mądrze Bielecka!
- Okej, to teraz chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tobie. – spojrzałam na Przemka.
- Dobra, jestem anonimowym alkoholikiem, nie mogącym wytrzymać bez tytoniu.. – powiedział i wszyscy zaśmialiśmy się. – Co chcesz wiedzieć? – zapytał z uśmiechem.
- Czym się interesujesz, czy masz rodzeństwo, dlaczego zostałeś bramkarzem.. 
_______________________
Tak jak obiecałam dodaję :) Dodałabym wcześniej, ale aż grzech w taką pogodę nie wyjść na dwór.. :D I jak widzicie w następnym będzie krótka wstawka o Tytoniu ( taa, Van postarałam się, nie?:*) ale ona będzie megaa krótka, bo potrzebne mi było takie.. a zresztą nie ważne, dowiecie się tego potem. Bardzo proszę o komentarze, przynajmniej wiem dzięki nim na czym stoję. Do następnego:*

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział 10.


- Co?! Chyba oszalałeś! – krzyknęłam. – Nie będę skakała przez żadne okna!
- Ale nie musisz skakać, ja cię podsadzę. Sprawdzisz czyj to pokój, gdzie to okno jest otwarte. Jeśli któregoś z chłopaków no to wchodzimy, wychodzimy i jesteśmy u siebie, jeśli trenera, no to trudno. Proszę, bo ja nie zamierzam spać tutaj. – odpowiedział spokojnie. Niby ten pomysł był dobry, ale mam włazić przez okna jak jakiś włamywacz? W sumie, lepsze to, niż spanie na dworze jak bezdomny..
- No dobrze. Chodźmy – powiedziałam niechętnie.
- Będzie dobrze. Jesteś wysportowana, dasz radę. – uśmiechnął się. Podeszliśmy pod otwarte okno na parterze. Robert podsadził mnie i zajrzałam do środka. Uśmiechnęłam się szeroko na widok śpiącego w staniku na głowie Wasyla, leżącego na jego nogach Dudkę i jeszcze paru chłopaków, których po ciemku nie rozpoznałam.
- Okej, wchodzę. – szepnęłam, by nie obudzić chłopaków. Tak słodko spali.. Podciągnęłam się i weszłam do pokoju. Musiałam sobie poobdzierać lekko nogi o chropowatą ścianę budynku. Do tego uderzyłam się o okno w ramie. Będzie siniak jak nic.. Na palcach podeszłam do drzwi i otworzyłam je. – Dalej, pospiesz się. – powiedziałam cicho do Roberta i wyszłam z pokoju. Po kilku minutach zniecierpliwiona wróciłam do niego. – No co ty wypra.. – nie dokończyłam, bo zaczęłam cicho chichotać, chowając usta w dłonie. Robert ledwo powstrzymując się od śmiechu malował im twarze pastą do zębów, która leżała na szafce. Po chwili, kiedy skończył wyciągnął telefon i porobił im zdjęcia. Chciał szybko opuścić pokój, popychając mnie do wyjścia. Kiedy zatrzasnęliśmy drzwi, wybuchnęliśmy śmiechem, osuwając się po ścianach.
- A niech mają zieloną noc. Trzeba było zamknąć okno. – stwierdził i poszliśmy na górę, do pokoju 313. Weszliśmy, a ja padłam na łóżko badając moje nogi. Tak jak myślałam, kolana były lekko poobdzierane ale nie było tego praktycznie widać, a na ramieniu był sino -fioletowy siniak. Na szczęście nie był zbyt wielki, więc nie było źle. 
- Zobacz – powiedziałam ze smutną minką, ukazując mu moje zadrapania i siniaka.
- A tak ci ładnie poszło.. Mocno boli? – spytał poważnie, lecz zaraz potem nie mógł powstrzymać uśmiechu.
- To wcale nie jest śmieszne. I boli.. – odparłam smutna.
- Ojej.. – Lewy podszedł do mnie i otoczył ramieniem. – Ucałować, żeby nie bolało?
- Obejdzie się. – odparłam udając obrażoną, bo trochę obwiniałam go o to. Ale Robert widząc moją minę, wziął moje ramie i pocałował delikatnie. Nie wiedziałam za bardzo jak się zachować, więc tylko uśmiechnęłam się. Miłe to było. Miłe było to, że tak delikatnie ze mną postąpił i fajnie było czuć dotyk ust samego Roberta Lewandowskiego.
- Lepiej? – uśmiechnął się słodko.
- No powiedzmy. – powiedziałam uśmiechając się lekko. – Powiem ci, że kochany jesteś. – poklepałam go po głowie. Zróbmy sobie zdjęcie, co? – spytałam.
- Okej, nowa tapeta, jeaa! – zaśmiał się Lewy i zrobiliśmy sobie kilka fotek z głupimi minami, dziubkami, językami i jedno takie poważniejsze.
- Ślicznie. Idź teraz się umyj, a ja je obrobię i będzie cud miód. – powiedziałam z uśmiechem. Tak jak powiedziałam tak i zrobił. W czasie, kiedy piłkarz był pod prysznicem zajęłam się zdjęciami. Jedno wstawiłam nawet na Facebooka. Mimo później godziny w 2 minuty nazbierałam 23 lajki i komentarze typu: „jak ja ci zazdroszczę, gdzie to?”. Okej, to był mój błąd. Ale w końcu i tak by się zorientowali, że znam ich, więc nie ma się o co obwiniać. Po chwili Robert wyszedł z łazienki. Miał na sobie tylko bokserki. Okej, ogar Kochańska! Uśmiechnęłam się tylko do niego i pokazałam mu nasze zdjęcia. On tylko zaśmiał się. Usiadł obok mnie i udostępnił jedno ze zdjęć na swojej oficjalnej stronie na Facebooku.
- Chyba oszalałeś? – zerknęłam na niego.
- Nie, czemu?
- Na oficjalnej stronie tysiącom fanów pokazujesz nasze zdjęcia?
- A nie zgadzasz się? – zrobił smutną minkę.
- Nie no, mi tam nic do tego, ale nie.. no wiesz.. – nie mogłam się wysłowić.
- Nie, nie wstydzę się tego, nie interesuje mnie, co pomyślą inni. – pomógł mi z uśmiechem. – Gdyby chcieli to i tak znaleźliby to zdjęcie i poudostępniali. I nie jesteś byle kim i chcę ci udowodnić, że nawet jeśli skończy się EURO, lub przestaniemy być lokatorami, to i tak będę chciał utrzymać z tobą kontakt.. – powiedział szczerze, a ja słuchałam jak oszołomiona. Czy ja dobrze słyszę? Powiedział, że się mnie nie wstydzi i chce utrzymać ze mną kontakt? Chyba śnię.. przybliżyłam się do niego i przytuliłam go.
- Głupi jesteś, ale cię bardzo lubię. – powiedziałam, śmiejąc się.
- Odezwała się mądra, która nie mogła zejść po schodach, bo ubrała zbyt wysokie buty.. – powiedział i oboje wybuchnęliśmy śmiechem, padając na łóżko. Między napadami śmiechu odezwałam się:
- Ale to nie było śmieszne. Założyłam je, bo nie chciałam ci narobić siary, bo wszystkie kobiety miały szpiki. A że nie umiałam w nich schodzić po schodach, to nie moja wina.. – powrócił gromki śmiech. – Ej, muszę już iść się myć. –powiedziałam odwracając głowę w stronę Lewego.
- Ale ja cię nie trzymam..
- Wiem, może nie robisz tego naumyślnie, ale nie mogę stąd wstać.
- I to moja wina?
- A czyja? Moja?
- No chyba ty masz największy wpływ na swoje ciało. – zaśmialiśmy się oboje.
- Ale ja nadal nie mogę wstać. – marudziłam.
- Jak masz tak stękać, to nie mam innego wyjścia. - powiedział i ręką zepchnął mnie z łóżka na podłogę.
- Ałć! – krzyknęłam. – To było chamskie!
- Trzeba było ruszyć tyłek. – powiedział śmiejąc się z mojej zaskoczonej miny. Tego się nie spodziewałam, trzeba było przyznać. Wstałam obolała z podłogi, wzięłam piżamę oraz  kosmetyczkę i poszłam do łazienki. O, ich łazienka też była taka fajna.. spięłam włosy i wzięłam prysznic. Tego było mi trzeba! Ubrałam piżamę, przeczesałam włosy, umyłam zęby i wyszłam. Zastałam Lewego półleżącego na złączonych jednoosobowych łóżkach ( Łukasz specjalnie je złączył) od strony, którą ja chciałam.
- No druga Vanessa! – powiedziałam machając ręką. – Zmówiliście się, czy co? – spytałam. On nie poda mi powodu, że będę bliżej Roberta, no bo tak czy siak będę obok niego.
- Mam spać na podłodze? – spytał, nie wiedząc za bardzo o co chodzi. – Myślałem, że nie będzie to kłopo..
- Nie, nie! Nawet nie pomyślałam o tym, żebyś spał na podłodze czy coś. Chodzi tylko o to, że ja wolę spać po tej stronie. – odpowiedziałam patrząc na piłkarza. O dziwo, nie czułam się skrępowana stojąc tylko w bieliźnie i koszulce niezakrywającej mi do końca tyłka. Kurde, nie wiem co się ze mną dzieje przy nim!
- No to jest problem, bo ja też ją wolę i tak jakby już ją zająłem.. – z uśmiechem wzruszył ramionami. Rzuciłam w niego swoją bluzką. Złapał ją przed swoją twarzą. Zaśmiał się tylko i rzucił ją na fotel, gdzie leżały jego i moje teraz już też ciuchy. Położyłam na nich kosmetyczkę i położyłam się obok Lewego oglądającego powtórkę jakiegoś meczu. Przykryłam się, bo po ciepłym prysznicu było mi odrobinę chłodno.
- Lewyyy..? – ciągnęłam, patrząc na niego kątem oka.
- Nie, nie zamienię się z tobą. – powiedział szybko i uśmiechnął się, nadal patrząc w telewizor.
- No ale dlaczego? Weź..
- Przykro mi.  – w odpowiedzi gwałtownie odwróciłam się do niego plecami. Po chwili poczułam jak ktoś puka mnie w plecy palcem. Znaczy nie ktoś, tylko Robert. – Dobra, nie obrażaj się. – powiedział. Ale ja postanowiłam jeszcze trochę się z nim podroczyć i nie odzywałam się do niego. Po kolejnej chwili przybliżył się do mnie i położył głowę na moim ramieniu i patrzył na mnie.
- Przestań, chcę spać. – odburknęłam.
- Nie przestanę, dopóki mi nie wybaczysz. – odparł i z uśmiechem dalej się we mnie wpatrywał.  Przewróciłam oczami. Zamknęłam je na chwilę, ale nic to nie dało, bo i tak nie mogłam zasnąć czując jak ktoś się we mnie wpatruje. Otworzyłam je z powrotem i spojrzałam na niego.
- Okej, nie gniewam się. – powiedziałam zrezygnowana. Położyłam się na wznak i spojrzałam na mecz. – O jak super, Chelsea wygrywa! – uśmiechnęłam się. Spojrzałam na Roberta, a on na mnie. – Nie zamienisz się, nie?
- Nie. – powiedział z uśmiechem i nagle był nade mną. Nasze twarze się zbliżyły..
____________________________ 
Okej, no to mamy 10 rozdział. Tak wiem, jest straszny nie bijcie. Nie dość, że jest krótki, to jeszcze nudny. Wybaczcie, ale miałam go już gotowego, a nie mam czasu już nic w nim zmieniać, więc zostało mi obiecanie, że w kolejnych rozdziałach będzie lepiej :) Od 12 rozdziału jest chyba trochę ciekawiej (mówię chyba, bo zależy kto co lubi). W ramach rekompensaty kolejny rozdział dodam już w ŚRODĘ, buziaki:* 

piątek, 1 marca 2013

Rozdział 9.


- Z tobą? Z reguły nie robię tego, żeby nie wiem.. Tylko muszę kogoś naprawdę kochać.. Przynajmniej ja tak to odczuwam..
- Ja też. – wtrącił Robert.
- Ale dla ratowania Vanessy? Z tobą mogłabym się zgodzić. – uśmiechnęłam się, kiwając głową.
- A z kim innym nie? – spytał. Widać było, że jest zadowolony z tego, że jest wybrańcem.
- Nie bardzo. Nie umiem tego wyjaśnić. I do tego zadałeś 2 pytania, więc ja też mam prawo do 2. – powiedziałam wesoło. – Jak długo możesz wytrzymać bez seksu? – spytałam prosto z mostu.
- Anka nauczyła mnie wstrzemięźliwości, bo bywała u mnie rzadko, więc chyba sporo. Ale jak jestem w związku z piękną dziewczyną, to jak tak można? – zaśmiał się. – Czy..
- Halo, jeszcze jedno dla mnie! – machnęłam palcem przed jego oczami. – Czy lubisz przebieranki w łóżku? – na to pytanie Lewandowski wybuchnął śmiechem.
- Interesuje cię to?
- Bardzo.
- No to zależy jakie masz na myśli. – powiedział. – Ale to nie jest konieczne.
- Aha, no to teraz ty. – uśmiechnęłam się szeroko.
- Jak zaczęłaś z tej beczki, no to masz. Czy kiedykolwiek przebierałaś się wieczorem dla jakiegoś faceta?
- Żaden nie był tego wart. – powiedziałam krótko. – Więc nie. Jesteś bardziej romantyczny, niż szalony w łóżku, prawda? – przymrużyłam jedno oko.
- Chyba tak. Ale zależy od partnerki. Wolę te romantyczniejsze noce, no ale jak ona ma ochotę zaszaleć, no to da się coś zrobić. – zaśmiał się. – Nie wierzę, że tak swobodnie sobie rozmawiamy o tym..
- A to źle? – zapytałam szybko.
- Nie, nie. Właśnie bardzo dobrze. – uśmiechnął się. – A ty wolisz szaleć? – uniósł brew.
- Rzadko. – uśmiechnęłam się. – Pocałowałbyś ją na pierwszej randce?
- Zależy od niej. Jeśli by tego chciała, to delikatny pocałunek może być. – uśmiechnął się.
- Ale jesteśmy podobni w tych sprawach.. – zaśmiałam się cicho.
- No fakt, też to zauważyłem. – skwitował z uśmiechem. – A mnie cały czas zastanawia ten gość. Jak ma na imię? – zapytał, patrząc na mnie, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć. Odchrząknęłam i poprawiłam pozycje. Lewy zaczął bawić się sznurkami od mojej/jego bluzy.
- Wiesz co?  Powiem ci. Ale stawiam warunek. – odpowiedziałam po chwili, znajdując super sposób, z którego byłam zadowolona.
- Słucham. – odparł lekko niezadowolony, ze nie powiem mu tego od razu.
- Powiem ci po WYGRANYM meczu z Grecją. Jeśli wygracie, powiem ci. Jeśli nie, no to nie.
- Co? Tylko nie to.. – spuścił głowę, udając, że płacze.
- No co jest? Czyżbyś nie wierzył w naszą polską reprezentacje? – zaśmiałam się, patrząc na niego.
- Nie no wierzę.. znaczy teraz to już nie wiem. A co jeśli będzie remis?
- Jeśli będzie remis no to.. – zastanowiłam się. – No to też ci powiem, ale musisz wziąć udział w tym remisie, a więc strzelić chociażby jedną bramkę. – odpowiedziałam z uśmiechem.
- No okej.. Ale obiecujesz, że powiesz? – podniósł głowę i spojrzał na mnie niepewnie.
- Obiecuję. – powiedziałam z dwoma złączonymi palcami. – Dobra teraz moja kolej..
- Ejej, nie odpowiedziałaś na moje pytanie, więc zadaję jeszcze raz! – teraz on mnie złapał.
- No dobra, niech ci będzie. – powiedziałam udając obrażoną. On tylko palcem uderzył mnie w nos.
- A więc.. Gdyby teraz ten Janek przyszedł do ciebie z kwiatami, przeprosił i w ogóle, to wróciłabyś do niego? – zapytał. On chyba go nie znał. Nie wiedział jak on jest.
- Nie. – odpowiedziałam.
- Dlaczego? – nie bardzo wiedział, czemu bez żadnego zastanowienia krótko odpowiedziałam.
- No dobra, ty zwierzyłeś mi się z Anką, to ja mogę z Jankiem. Oni powinni być razem, są sobie równi. – zaczęłam. Nigdy z nikim nie chciałam rozmawiać o tym co zrobił mi Janek, ale rozmawiając z Robertem czułam, że on nikomu nie powie i to zostanie między nami. – Byliśmy szczęśliwą parą. Poznaliśmy się w szkole, zawsze mi się podobał, a ja jemu. Znajomi nas spyknęli i wyszło, że po kilku tygodniach oficjalnie byliśmy parą. Byłam szczęśliwa, że w końcu znalazłam swoją miłość. Mogłam latać nad ziemią z radości. Janek zawsze mówił mi, że mnie kocha, a ja mu się odwdzięczałam. Poznałam jego rodziców, a on moich. Po roku chodzenia ze sobą Janek postanowił, że jak skoro tak długo ze sobą jesteśmy to powinniśmy iść z sobą do łóżka.. Ja nie bardzo chciałam, wolałam jeszcze poczekać. Ale on nalegał i nalegał. Po kilku tygodniach oznajmiłam mu, że się zgadzam. Było to dla mnie ważne, bo to miał być mój pierwszy raz.. Nie byłam z tego zadowolona, ale stało się. Po kilku tygodniach po tym.. Postanowiłam do niego pójść. Nie wiedział o tym, chciałam zrobić mu niespodziankę. – spojrzałam na Lewego. Słuchał z uwagą i skupieniem. – Pewnie domyślasz się co tam zastałam. Zatęsknił za swoją byłą. – uśmiechnęłam się szyderczo. – Najbardziej bolało to, że to właśnie on był TYM, a on okazał się… takim..
- Idiotą. – dokończył Robert. – Ze zwierzeniami jesteśmy kwita, dziękuję, że to nie działało w jedną stronę i ty też mi to opowiedziałaś. Okazuje się, że byliśmy nieszczęśliwi w ten sam sposób.. – uśmiechnął się blado.
- Dobra, bo mącimy tu smutami. Co się stało, to się nie odstanie, teraz coś weselszego. – uśmiechnęłam się do chłopaka. – Powiedz mi, czy twoja mama kiedykolwiek przyłapała cię na czymś, czego nie powinna zobaczyć? – w odpowiedzi usłyszałam śmiech Roberta.
- Nie przypominaj mi o tym.. – powiedział, śmiejąc się. – Kiedyś był u mnie kolega, byliśmy chyba w 3 klasie podstawówki. On od swojego starszego brata wziął świerszczyki. – spojrzał na mnie. – Wiesz o co chodzi?
- Ta, gazetki z fajnymi obrazkami. – zaśmiałam się.
- Dokładnie. No i jak wszyscy koledzy się tym zachwycali, no to pooglądaliśmy trochę sobie. Było spoko, dopóki nie wparowała moja mama z informacją, że obiad jest już gotowy.. – pokręcił głową, śmiejąc się cały czas.
- I co powiedziała na to? – spytałam zaciekawiona.
- Że to nie są chyba gazetki dla nas. Spytała też skąd je mamy i kazała nam je oddać. Nigdy nie zapomnę tego wstydu..
- To niezły gagatek z ciebie był! Wspominacie to czasami? – spojrzałam na niego.
- Ta, ostatnio w niedzielę na obiedzie Mila z tym wyskoczyła. Szkoda tylko, że to był mega rodzinny i bardziej oficjalny obiad z 20 ciotkami, wujkami i tak dalej. – powiedział zrezygnowany z życia. – To był drugi raz, kiedy znowu zawstydziłem się tak, że szok. – zaśmiał się. – A ty miałaś jakieś takie przygody?
- Można tak powiedzieć. Byłam wtedy na działce z Van i dwoma kuzynami. Było to jak miałyśmy chyba po 14 lat. Ness znalazła jednego papierosa w kieszeni u taty. Poszliśmy do sadu i zapaliłyśmy tego papierosa. Na zmianę pociągałyśmy. Niedobry był, ale wtedy o tym wcale nie myślałam. Przynajmniej teraz wiem, ze nigdy go już nie spróbuję – zaśmiałam się. – No ale Van zaczęła machać ręką czy coś.. W końcu wyszło na to, że podpaliła kawałek krzaczka, który był obok. Był mały i ogień dosyć szybko go pochłaniał. Wtedy wpadłyśmy w panikę i zawołałyśmy „ pomocy! Pali się!”. Nasi rodzice przybiegli szybko z wodą i zgasili ten krzaczek. Ale wyszło skąd był ten pożar, bo obok był niedopałek papierosa. Miałyśmy szlaban na tydzień i nie mogłyśmy się spotykać.. – pokręciłam głową wspominając całe to zdarzenie. – To było straszne.. – razem z Lewym zaczęliśmy się śmiać.
- Nie chcę nic mówić, ale jest już po 2.. – zaczął Robert patrząc na zegarek.
- Co? Już?! Ale zleciało! Dobra, chodźmy już. Te pijaki chyba skończyły dawać koncert. – zaśmiałam się.
- Mam nadzieję. – powiedział piłkarz i ruszyliśmy do hotelu. Oczywiście znowu zaczęliśmy się popychać, podkładać nogi, ganiać się i tak dalej. Niczym dzieci. Właśnie zamierzaliśmy wejść do środka. Pchnęliśmy szklane drzwi, ale one nic.
- Co jest? – spytałam patrząc na Roberta.
- Zamknęli.. Pewnie myśleli, że wszyscy są w środku, bo nie mieli siły już nigdzie wychodzić. Jak wychodziliśmy nikogo tam nie było, bo pewnie ogarniali stołówkę na śniadanie. Nie było szans, żeby wiedzieli, że wychodzimy. – Lewy zapukał mocno w drzwi i przybliżył się do szyby. – Nikogo nie ma. Pewnie już śpią.
- I co teraz? – zapytałam. Nie chciałam spać na dworze. Robertowi chyba też się nie kwapiło.
- Mam pomysł.. – zaczął.
_______________________________
Przepraszam..Ten rozdział to trochę takie flaki z olejem ;c Ale chciałam, żebyście poznali trochę bliżej bohaterów. No, i jest to wstęp do malutkiej przygody Wiki i Lewego. Dziękuję raz jeszcze za wszystkie komentarze i mam nadzieję, że będzie ich WIĘCEJ! Do następnego ( a będzie on niedługo ) i buziaki:*** 

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 8.


Wyszliśmy i Robert zamknął drzwi od pokoju. Z góry słychać było śpiewy chłopaków.
- Patrz no, jeszcze mają siłę śpiewać. – zaśmiał się Robert.
- No właśnie, myślałam, ze już śpią.. – spojrzałam na niego. Wydawał się trochę inny, niż na początku, ale starał się, żebym tego nie zauważyła. Postanowiłam nie poruszać tego tematu. Może to przez Anię?
- Bo chyba spali, ale się przebudzili się i teraz wiesz, kolejna część melanżu.
- Hahah, możliwe, możliwe. – zaśmiałam się. Ruszyliśmy i wyszliśmy z hotelu. Idąc przepychaliśmy się  i śmialiśmy.
- Może zagramy w prawdę? – zapytał Lewy.
- Może, może.. – zaśmiałam się. – Ale ja zadaję pierwsza!
- No ej! – popchnął mnie delikatnie i z powrotem przyciągnął do siebie, otaczając ramieniem. Zaśmialiśmy się. – Co chcesz wiedzieć? – spojrzał na mnie.
- Chciałabym wiedzieć.. Hm.. A mogą być takie prywatne pytania? – udałam niewiniątko, patrząc na niego.
- No mogę się zgodzić, bo sam jestem ciekawy. – zaśmiał się.
- No dobra, to zaczynamy lajtowo. Ile miałeś dziewczyn? – spytałam uśmiechając się do niego.
- Takie poważne to 3.
- A niepoważne? – uniosłam brew.
- Jeśli liczą się te niepoważne z podstawówki no to 6. – zaśmiał się. – Okej, teraz pytanie dla ciebie.. Jak miał na imię twój ostatni chłopak? – zapytał.
- Janek. I był strasznym debilem. – uśmiechnęłam się, starając nie przywiązywać wagi do wspomnień.
- Na pewno był debilem, skoro go tu przy tobie nie ma.. – powiedział cicho. Na to uśmiechnęłam się tylko i przytuliłam go.
- Lubię cię, wiesz?
- A kto mnie nie lubi! – wytknął mi język.
- Ha, ha, ha! Ile lat miałeś kiedy przeżyłeś swój pierwszy raz?
- Hm.. – zastanowił się. - 19 i trochę, można powiedzieć, ze 20. A ty?
- 18 i póół  – odpowiedziałam z uśmiechem. – Kochałeś.. albo nie..
- Nie no skończ. Chciałaś zapytać czy kochałem Anię? – upewnił się.
- Tak, ale to pytanie nie na miejscu..
- Nie ma pytań nie na miejscu. Tak, na początku kochałem ją. A raczej tak mi się wydawało. Wszystko było kolorowo i w ogóle. Kiedy byłem w Poznaniu, to ona była ze mną, odwiedzała mnie.. Darzyła mnie czułością i takie tam. Ale to było tylko kiedy byliśmy sami, albo na bankietach. Kiedy szliśmy ulicą, to marzyłem tylko o złapaniu się za ręce. Dziewczyny chłopaków przychodziły na każde mecze, dopingowały, gratulowały, a ja sam jak ten debil. Zawsze znalazła jakąś wymówkę, żeby nie przyjść na mecz. Ale wierzyłem jej, myślałem, ze tak ma być, że to się zmieni. Ale kiedy wyjechałem do Dortmundu to pogorszyło się tylko. Przyjeżdżała tylko na niektóre weekendy, mówiąc to jak się za mną stęskniła i w ogóle. Ale to były tylko kłamstwa. A ja głupi zawsze przysyłałem Ani kasę, bo ona taka samotna, taka biedna.. I dlatego się z nią rozstałem. Zrozumiałem, ze to nie jest tak jak powinno.. – opowiadał, a ja słuchałam z otwartą buzią. Jaki on był biedny.. miałam ochotę wynagrodzić mu to wszystko, przytulić go, pocałować.. Pójść na jego mecz, dopingować go i robić wszystko, czego Anka mu nie robiła.. – Trochę się rozgadałem, przepraszam. Musiałem to w końcu komuś powiedzieć, a przy tobie łatwo mi się otworzyć. – powiedział, uśmiechając się blado.
- Naprawdę, dziękuję, ze się przede mną tak otworzyłeś.. – odpowiedziałam cicho. Nie wiedziałam co powiedzieć. Mimo, że chciałam być psychologiem, to zabrakło mi języka w gębie. On tak cierpiał mając nadzieję, że potem będzie lepiej.. Przecież on jest taki idealny, miły, dobroduszny.. Dlaczego musiało go  takie coś spotkać? I jeszcze utrata ojca.. – Przykro mi z tego powodu. Uważam, że nie zasłużyłeś na taki los. Na pewno znajdziesz kogoś, z kim będziesz szczęśliwy – dodałam z lekkim uśmiechem i dotknęłam jego ramienia. On tylko uśmiechnął się.
- A może już taką osobę znalazłem? Znaczy podoba mi się taka jedna, albo może dwie.. Nie, bardziej to ta jedna. Ostatnio z nią gadałem i w ogóle wydaje mi się, ze do siebie pasujemy.. Jak sprawdzić, czy ona czuje to samo? – zapytał, patrząc na mnie i czekając na fachową odpowiedź. Trafił w samo sedno. Ja też tego nie wiedziałam..
- Myślę, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, a jeżeli to nie pomoże to dawać jakieś znaki – powiedziałam śmiejąc się lekko. Kim jest ta szczęściara? Ja już chyba znam odpowiedź na pytanie, czy z nim będę.
- Okej. To wkrótce będę dawał jej znaki. A co jeśli nie pomogą?
- Za dużo masz tych pytań, kochany. Jeśli chodzi o sprawy miłosne, to ja sama mam z nimi problemy..
- Też ci się ktoś podoba?
- No tak jakby. Ale mam taką sytuację, że on chyba już z kimś jest..
- Uu, to jest chyba najgorsze. – powiedział poważnie. Po chwili uśmiechnął się. – To kto teraz zadaje?
- Wykluczając wątki poboczne, no to ty. – uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Dobra, no to.. Który piłkarz jest dla ciebie najprzystojniejszy?
- Ej, no błagam. – zaśmiałam się.
- No dalej, szczera prawda. – ponaglił mnie uśmiechając się.
- No dobra. Ale ma być polski?
- I polski i jak jeszcze jakiś to dawaj. – zaśmiał się.
- Z polskich no to.. – zaczęłam. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. - .. no to taki jeden mało znany Robert Lewandowski. Chyba nie kojarzysz, nie?
- Nie, pierwsze słyszę to nazwisko. – zaśmiał się. – Ale bardzo miło, że go wybrałaś. Jeszcze jakiś?
- Mario Goetze, Mats Hummels, Fernando Torres.. – wyliczałam. – Ale najbardziej no to ten głupi polski. Nie wiem dlaczego. – zaśmiałam się. Robert spojrzał na mnie.
- Dlaczego uważasz, że on jest głupi?
- Teraz ja zadaję pytania, proszę pana. – przerwałam, wytykając mu język. – Czy zwracasz uwagę na cheeleaderki?
- Nie tak bardzo. Zwykle nie mam czasu. – odpowiedział z uśmiechem. – No to teraz ja. Dlaczego Robert Lewandowski jest głupi? – drążył, śmiejąc się.
- Bo się taki urodził. – odparłam. – A tak naprawdę, to on wcale nie jest głupi – powiedziałam szeptem. – No to.. Zwracasz uwagę na dupę, lub cycki u dziewczyny, której nie znasz, a z nią rozmawiasz?
- Zależy czy ma się czym pochwalić.  – zaśmiał się. – Ej, chodź usiądziemy tu – odarł i usiedliśmy wygodnie, prawie półleżąc na sobie na ławeczce pod drzewem. – Ale staram się nie. Zwracam uwagę na ogólny wygląd twarzy, i na figurę ogólnie, czy jest wysportowana czy coś, cycki i dupa to już ostateczność. – uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
- No okej. Teraz ty. – uśmiechnęłam się.
- Dobra, a więc.. Czy żeby uratować np. swoją przyjaciółkę poszłabyś do łóżka z jakimś piłkarzem?
- Z jakim konkretnie?
- Dajmy na to ze mną. – przyjrzał mi się uważniej. Przewróciłam oczami. Co mu powiedzieć?
_____________________________
Miałam dodać jutro, ale nie wiem, czy będę miała czas, bo jutro Borussia gra z Bayernem :3 Będziecie oglądać?  Rozdział ma dużo dialogu, mało narracji, ale z kolei w innym będzie więcej narracji, a mniej dialogów. Wszytko się wyrównuje :D Serdecznie proszę o komentarze, bo nie wiem, czy Wam się podoba, czy może nie. Pozdrawiam:*